Sztuka osiągania celów i prokrastynacja w odchudzaniu

Sztuka osiągania celów i prokrastynacja w odchudzaniu
Rate this post

Witajcie, do napisania tego tekstu zmotywował mnie znajomy, który od dłuższego czasu (odkąd pracuje jako pracownik biurowy) zmaga się z problemem zbyt dużego brzuszka. Doszło jeszcze do tego piwko po pracy i już mamy piwny brzuszek w pełnym tego słowa znaczeniu.

W jednym z poprzednich wpisów mówiłem o tym, że aby cały proces odchudzania miał szansę się powieść potrzebna jest spora dawka samodyscypliny i zaangażowania z własnej strony. Nie wystarczy zdać się na wielkie początkowe postanowienia i nowo zakupione tabletki odchudzające, które w przeważającej części przypadków nie zrobią nic poza zawodem, jeśli ich przyjmowanie nie połączy się z odpowiednią dietą oraz najmniejszą nawet aktywnością fizyczną.

Ale do sedna…w tytule wpisu użyłem słowa prokrastynacja. Jest to stan w którym człowiek chce coś zrobić, jednak z różnych powodów zwleka z wykonaniem tego. W wielu przypadkach jest tak właśnie w przypadku chęci zbicia wagi. Przez wiele dni, tygodni rozmyślamy, planujemy rozpoczęcie kuracji, natomiast w ogólnym rozrachunku nigdy do tego nie dochodzi ze względu na konieczność wyjścia z tzw. strefy komfortu. Strefa komfortu jest strefą w której możemy jeść względnie normalnie, nie musimy ćwiczyć, nie musimy przestrzegać planów przyjmowania środków odchudzających itd, natomiast jeśli już zaczniemy kurację to obowiązkowo trzeba zadbać o wspomniane wcześniej czynniki.

W pewnej książce poświęconej prokrastynacji (niestety tytułu nie pamiętam) autor pisze, że człowiek posiada dwie “dusze” (może złe słowo – lepszym będzie osobowości), które to informują go o dwóch zupełnie przeciwnych rzeczach. Autor oparł się tutaj na przykładzie dwóch popularnych autorów literackich i filmowych: Jeckyll’u i Hyde’ie. Jeckyll jest tą dobrą stroną, która wie, że konieczne jest w tym, czy w innym przypadku postaranie się o zbicie wagi i utratę kilogramów, natomiast Hyde podjusza go, mówiąc, ze przecież czynność ta nie jest AŻ tak konieczna i że nie wolno siebie samego do niczego zmuszać. Konflikt pomiędzy tymi dwiema fikcyjnymi postaciami trwa aż dotąd, kiedy jedna z nich zwycięży tzn. osoba zdecyduje się na kurację lub porzuci ten pomysł. Warto dodać, że nawet w przypadku rozpoczęcia kuracji Hyde nadal może “atakować”. Jak więc z nim wygrać?

Ja sam radzę sobie z nim tak (i doradzam takie działanie innym): w momencie, kiedy “słyszę” głos Hyde’a mówiący o tym, ze lepsze od chwilowego poświęcenia jest błogie lenistwo i niewychylanie się odpowiadam mu na głos: “G**wno prawda – to ja wiem najlepiej co jest dla mnie ważne” i żeby komunikat ten wzmocnić wysuwam kilka brzydkich słów (co nie jest oczywiście konieczne). Po takiej dawce Hyde najwyraźniej ma już dość, bo zapał do ćwiczeń, czy do pracy wraca.

Ta prosta technika może być również używana w innych przypadkach np podczas wyczerpującej pracy umysłowej lub fizycznej.

Mam nadzieję, że nie zanudziłem strasznie Was – czytelników i wpis ten uznacie za wartościowy, a swoje zdania na jego temat możecie wyrazić w komentarzach poniżej. Pozdrawiam

  1. własnie rozpoczełam odchudzanie no i najtrudniej było zacząć. Teraz jet lepiej chociaz czasami mam ochote zrezygnowaca ale bede korzystac z twojej metody;p

Dodaj komentarz